niedziela, 26 października 2014

kadry w głowie

Nigdy zbytnio nie interesowała mnie fotografia. Często wprawdzie pstrykałam mnóstwo fotek, podobnych do siebie, uwieczniając przeżycia, ludzi, miasta, momenty, które nie wrócą itp.
Lubiłam zatrzymywać na fotografiach chwile, wiedząc, że mijają bezpowrotnie.

Jednak nie zastanawiałam się nad samą fotografią, jakością zdjęć (kiepską), ustawieniami, obróbką, nie miało to dla mnie znaczenia.
Jakiś czas temu coś się zmieniło, sama nie potrafię jeszcze sprecyzować co.
Wpatruję się w zachody słońca, w górskie krajobrazy, w jesienną łąkę czy las i w głowie ustawiam kadr...
Widzę wyraźnie zdjęcie, jakie robię na razie w głowie, bez aparatu.
Wszystko idealnie samo się ustawia, znajduję się w cud-momencie, gdy coś zachwyca mnie swoją magią..

Może to ta jesień tak na mnie działa, może odzyskuję swoją mocno zachwianą, naiwną wiarę w świat...
Pora pomyśleć o jakimś średniej jakości aparacie, który uchwyci to, co siedzi mi w głowie, gdy z niemym zachwytem przyglądam się jesiennym barwom w górach..

sobota, 25 października 2014

".. tylko zrozumcie kiedy zechcę znowu z sobą być.."

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! - tyle miałam ochotę dziś wykrzyczeć, gdy co chwilę ktoś coś..
Telefon za telefonem, 'a  możesz to?', ' a możesz jeszcze tamto?', 'a pomożesz mi jeszcze?',
a jedyne co miałam chęć wyartykułować to: dajcie mi spokój, jestem cholernie zmęczona, chcę pobyć sama ze sobą, nie chcę nigdzie iść! nie chcę czegoś tam robić ! nie chcę!, nie chcę!, nie chcę, aAaAaaaaa !

Marzę o wieczorze sama ze sobą, z własnymi myślami, z książką i subtelną muzyką w tle..
Kiedy nikt nie będzie niczego chciał.
W minionym tygodniu brakowało takich..
Cały czas coś .. Już mi się nie chce o tym pisać, po prostu skumulowała się we mnie mieszanka złości z niecierpliwością. I parę razy najchętniej powiedziałabym niektórym, żeby poszli w pizdu.
Oczekiwania bliskich nie pokryły się z moimi planami.

Czasem tak mam, że potrzebuję pobyć sama ze sobą.
I choćbym miała walczyć z całym światem o te oczyszczające chwile samotności, zrobię to.
Starając się nie skrzywdzić nikogo i nie zranić czyichś uczuć, odetnę się na chwil parę od rzeczywistości.

Wkurzają mnie sytuacje, gdy chcę w spokoju poczytać, mówię, że czytam i jestem zajęta, po czym słyszę 'czyli nic ważnego nie robisz, to może pomożesz mi w tym i tym ?'
Wszystko we mnie wtedy krzyczy..
Przecież mówię, do k*rwy nędzy, że muszę odpocząć, a wolę odpoczywać czytając niż zajmując się pierdołami, dla ludzi niezwykle istotnymi, dla mnie - niekoniecznie.

Często mi smutno, że w najbliższe góry mam ok. 6 h...
Mam nadzieję, że w listopadzie wszystko ułoży się tak, abym miała okazję ponurzać się w niezwykłych barwach Bieszczad :)







czwartek, 23 października 2014

O nim. Krótko.

Może gdy uporządkuję myśli tutaj, spisując je, łatwiej będzie poukładać je sobie w głowie..

On.
Pełen sprzeczności, zmienny, niepewny.
Wzbudzający ogromne zaufanie. Sprawiający pozytywne wrażenie.
Niewierzący w ludzi. W siebie samego też niezbyt.

Czasem nie byłam pewna czy rozmawiam z dorosłym facetem czy z zalęknionym, niepewnym siebie, uciekającym od problemów, małym chłopcem.
Tak jak nie wiedziałam jak zareaguje na określone sytuacje.
Nie było jasne czy odpowie jak osoba dorosła czy ucieknie jak przedszkolak, któremu coś nie pasuje.
Cholerna niepewność..

Raz mówił i zachowywał się jak facet, by za chwilę przeobrazić się w chłopca.
Raz spokojny i sensowny, za jakiś czas wrzeszczący i widzący tylko to, co złe, ale nie w sobie.
Niepotrafiący normalnie rozmawiać na trudne tematy.
Tak jakby sobie zakodował, że gdy coś jest trudne, bierze się nogi za pas.
Nie zważając na krzywdę, zadawaną innym. W tym wypadku mnie.
Niebiorący odpowiedzialności za swoje zachowania i słowa.

Zmieniając miasta, ludzi wokół, zainteresowania ciągle czegoś szuka.
Testuje sam siebie.
Ale gdy tylko coś nie pasi - ucieka..
Nie chce zmierzyć się z trudem.
A przecież w życiu często jest ciężko, smutno i bezsilnie..
I wtedy też trzeba się z tym uporać..
Próbować, mozolić się, ale nie zwiewać..
Nie da się uciec od siebie samego.
Wyparcie trudnych sytuacji ze świadomości na dłuższą metę również się nie sprawdza.
Pozostaje tylko zmierzenie się z tym, co nieraz wydaje się, że przerasta..
I wtedy najłatwiej odnaleźć ... siebie.

Pytają mnie po co o tym mówię, po co piszę..
Głównie z powodu ogrooooomnego poczucia krzywdy.
Może też z powodu zawodu, jaki sprawił.

Chaos, jaki ma w sobie, przeniósł na mnie.

Dawał nadzieję, a za chwilę ją odbierał.
Pokazywał się z dobrej strony, by za parę m-cy ukazać prawdziwą twarz.
Życzliwość zmieniał w wrogość.
Mówił o czymś, z czego nagle się wycofywał.
Proponował wyjazdy, których nie miał w planie realizować.
Narobił takiej nadziei na chociażby Pragę, po czym pojechał sam/z kimś innym, nie widząc w tym nic niewłaściwego..
Nie obchodził go mój płacz, ból, wymiotowanie z nerwów, brak snu..


Po prostu świetnie bawi się ludźmi,
chyba nie do końca zdając sobie sprawę z cierpienia, na jakie skazuje takim zachowaniem.
Idzie sobie przez życie, depcząc uczucia ludzi, których spotyka (?)


Rozchwianie emocjonalne to jeden z jego poważniejszych problemów.
I pewnie dopóki sam się z tym nie upora, nie zbuduje niczego trwałego.
Na takich chwiejnych fundamentach nie może powstać nic stabilnego..



poniedziałek, 20 października 2014

Emocjonalne baterie

Cała sytuacja z nim sprawiła, że moje emocjonalne baterie prawie się wyczerpały.
Dobił mnie.
Gdy myślałam, że już wychodzę na prostą i że już może być tylko lepiej, gdy wyzdrowiałam na tyle, by móc wrócić do swojego stylu życia i gdy byłam pełna nadziei na normalność, oberwałam jeszcze z najmniej spodziewanej strony..

Po cichu liczyłam, że pomoże mi wstać na nogi po ponad półrocznej walce o wszystko..
Ale się pomyliłam...
Nigdy nikt nie zawiódł tak bardzo i nigdy nikt tak dotkliwie nie zranił


Zdaniem "Jesteś zbyt zamknięta" uderzył bardziej niż przysłowiowym nożem.
Nawet nie samym stwierdzeniem, lecz tym, że nie dał mi szansy na otworzenie się.
Był ciągle zajęty sobą i swoimi problemami, dostrzegał tylko i wyłącznie siebie.
Drugi człowiek był dla niego nieistotny, liczył się tylko on i jego świat.
A całe otoczenie, miasto, ludzie to tylko coś obok, coś, co można szybko zmienić..
Można skrzywdzić, obrazić, niesprawiedliwie ocenić i wyjechać/zamilknąć/zniknąć.
Zryć komuś psychikę i dziwić się o co chodzi.
Jak miałam się otworzyć, skoro on ciągle tylko mówił i mówił... o sobie ?
Ciągle o sobie, swojej rodzinie..
Ciągle i ciągle, nie dopuszczając innych do głosu.
Albo dopuszczając na chwilę, po czym .. przerywając kontynuować swoje.

Parę razy chciało mi się płakać, słuchając tych opowieści.
Nie rozumiałam, chociaż próbowałam przeanalizować zachowania poszczególnych osób z jego rodziny.
On nie próbował mnie zrozumieć. Nie zauważał, że miałam potwornie trudny czas w życiu.
Nie obchodziło go to, bo zajmował się swoim tyłkiem i niczym innym.
Takiego skupienia tylko na sobie dotychczas nie znałam.

Jakbym potrafiła przenosić się w czasie i wymazywać kolorową gumką cudze błędy, podarowałabym mu szczęśliwą, pełną rodzinę, aby nie musiał przechodzić przez to, przez co przeszedł.

Wszyscy by na tym skorzystali.
Ja też.





niedziela, 19 października 2014

to, co mniej ważne ..

 Wkurzam się na sytuacje, które niewiele znaczą, a z których ktoś potrafi robić awanturę..
Tak jak dziś. Jedna mała pierdołka, a ile hałasu..
Hałasu o nic. O nieistotność.
O coś, o czym za tydzień nikt nie będzie nawet pamiętać.

Też taka kiedyś byłam, przejmowałam się błahostkami, goniłam za tym, co nie ma znaczenia.
Nie potrafię już myśleć w 'stary' sposób, chociaż czasem szukam dawnej siebie ..
Nie odnajduję.
Zmieniło się wszystko, pozornie cały czas jestem taka sama, ale w rzeczywistości tamtej dziewczyny już nie ma.
Wiem, że wielu osobom się nie podoba moje obecne postrzeganie świata...
Nic na to nie poradzę. W zasadzie mam to gdzieś.
Jest czas do roku 2008 i po 2008 ...
Beztroska i dziecinność przeobraziły się w świadomość - świadomość postrzegania świata, problemów, siebie samej, drugiego człowieka... Sensu w szerszym znaczeniu.


Nieraz mam ochotę wrzasnąć na ludzi, żeby się obudzili.
By przestali zadręczać się bzdurami, tracić czas na bezsensownych kłótniach o byle co..
Nie wrzeszczę, po co.. Może sami zrozumieją, może w mniej brutalny sposób niż do mnie dotrze do nich, co w życiu ma sens.

U X i Y  dzieciak pomazał kredkami nową ścianę w nowym wypucowanym domu.
Krzyki, hałasy, pretensje, eh..
Bo wszystko nowe, piękne, drogie, świetnej jakości, dopieszczone..
Już kiedyś zabrali dziecku jakąś zabawkę, ponieważ ...poniszczyłaby parkiet. Nowy, starannie wybierany, przemyślany odcień i sposób ułożenia itp.
Wszystko nowe, nie wolno dotykać, chodzić, używać, najlepiej podziwiać z daleka.

Czy pobazgrana ściana w pokoju dziecięcym to rzeczywiście taki problem ?
Nawet jakby wydzielić jedną ścianę dla dziecka, żeby sobie na niej beztrosko malowało, komu to przeszkadza...
Fajna pamiątka, dzieciak szczęśliwy, a z czasem zawsze można niedrogim kosztem odmalować..
Niepotrzebne robienie problemu z czegoś, co nim nie jest.







czwartek, 16 października 2014

piękny październikowy czas

"Chociaż nie chce się wierzyć,
to od Ciebie zależy,
ile będzie jesieni w tym roku.
Czy nas wiatrem zawieje,
czy zabierze nadzieję... "

"Zaszumiało jesienią" A. Osiecka



Jesień na razie jest cudna.
Udało się wyskoczyć na weekend w Karkonosze, pooddychać innym powietrzem, odpocząć.
Pogoda była wspaniała, chwilami dało się chodzić po szlakach w krótkim rękawku.
Krajobrazy pełne zadumy i uroku umożliwiły spojrzenie na parę spraw z innej perspektywy..


Słowa często zdzierają piękno z oglądanych rzeczy, dlatego zamilknę i zamiast słów zostawię zdjęcia.













środa, 15 października 2014

uzupełnienie

Sama nie do końca wierzę w to, co napisałam..
Nie dopuszczam do siebie myśli, że on jest zły, że ludzie są tacy okropni
Przecież nie są.
Ludzie potrafią być cudowni, pomocni, przyjacielscy..
Bezinteresownie wyciągają dłoń, gdy jej potrzebujemy
Sami z siebie chcą być blisko nie tylko gdy świeci słońce, także wtedy gdy w duszy pada deszcz..

Tyle ciepłych słów otrzymałam w 2008 r., od bliskich, ale też od całkiem obcych ludzi
Czasem sama nie wierzyłam w ogromne ilości ludzkiego dobra..
Tyle pomocy dostałam, nawet gdy nie prosiłam..

Tak dużo najróżniejszych prezentów bez okazji, prezentów prosto z serca

Pamiętam taką sytuację z uczelni, gdy koleżanka sama z siebie zrobiła za mnie zadanie na zajęcia (dość czasochłonne i trudne), podpisała moim nazwiskiem, po czym jeszcze mi je wydrukowała i przyniosła :)

A inna przyjechała wiele kilometrów tylko dlatego, bo byłam smutna..

Gdy mieszkałam w BDG i nie miałam jeszcze internetu/tv/radia, kolega dzwonił w niedzielne wieczory, bo wiedział, że jestem całkiem sama w mieszkaniu ..

Wymieniać mogę długo..

Ludzie zaskakują dobrocią :)

A on nie jest zły..
Przecież ktoś, kochający koty, góry i przyrodę, nie może być okrutny.



jak najmocniej dowalić

Jeszcze mnie męczy ta sytuacja
Boli potworne zachowanie i robienie wszystkiego, by jak najmocniej zranić
Od dorosłej osoby oczekuje się raczej poważnych zachowań
A tu albo dziecinada albo okrutne traktowanie


Znajomi mówią - ciesz się, że się skończyło, on by cię całkowicie zniszczył, nie wytrzymałabyś psychicznie jego zachowań..
Pewnie mają rację.

Gdy napisałam, że widocznie jeszcze go potrzebuję, za niedługi czas zrobił co zrobił.
Myślałam, że zwariuję... z niedowierzania, z bezsilności, z żalu..
Gdy ktoś pisze czy mówi, że mnie potrzebuje, staram się nie zawieść.. Być, pomóc..
I to działa w obie strony
Nie spotkałam się jeszcze z takim - dla mnie - okrucieństwem..
Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, że ktoś informuje mnie, ze jestem mu potrzebna, a ja to olewam, niszcząc czyjąś psychikę..
Sumienie by mnie wykończyło.
Jak można spokojnie zasnąć ze świadomością, że przeze mnie ktoś potwornie cierpi ?
Ja nie potrafię i mam nadzieję, że nigdy nie stanę się bezwzględną, wredną i  niesprawiedliwą egoistką.. I że nigdy nikt nie będzie cierpiał przez moje wredne zachowanie..

"Żyj tak, aby nikt nigdy przez ciebie nie płakał..."
Nie pamiętam już skąd znam te słowa, towarzyszą mi od wielu lat ..

I naprawdę potrafię docenić parę jego pozytywnych zachowań..
To nie tak, że widzę tylko to, co krzywdzące..
Tylko złego jest jednak zbyt dużo..
Doceniam, że po długim czasie jednak się zebrał i przyjechał ..
Przemilczę co było przedtem..
Ile nocy wpatrywałam się w sufit, próbując sobie poukładać jego zachowanie w jedną logiczną całość..
Ile weekendów czekałam na jego przyjazd i jakiekolwiek wyjaśnienia
Jakby poinformował, że np. chce wpaść, ale to dla niego ciężkie i potrzebuje trochę czasu - zrozumiałabym.
Ale nie, po co .. Prościej się nie odzywać albo odzywać się wrogo

Tak samo jak łatwiej było zadzwonić w lutym i wymienić moje wady, zrzucić winę na mnie..
Bo Ty to, bo Ty tamto, bo Ty źle..
A przecież zanim oceni się drugą osobę, trzeba spojrzeć na siebie i swoje własne wady ...

Wszystko ja źle zrobiłam, wszystko przeze mnie, wszystko nie tak
Tylko, że ja się starałam :(
I nawet gdy świat rozpadł mi się po raz kolejny na drobne części, gdy musiałam pochować ukochaną babcię i gdy z temperaturą 40 st. ledwo zwlekałam się z łóżka, nie mając siły nawet zrobić sobie gorącej herbaty, dygocąc z zimna, STARAŁAM SIĘ, interesowałam się jak mu idzie pisanie pracy, jak sobie radzi itp.
Wiem, niezbyt miłe takie pisanie z mojej strony ..
Ale naprawdę było źle i naprawdę go potrzebowałam..
Biegając od lekarza do lekarza miałam dosyć wszystkiego - badań, diagnoz, osłabienia, gorączki..
Marzyłam o jakimkolwiek wyjeździe, gdziekolwiek, byle móc odpocząć..
Nie mogłam, byłam zbyt słaba fizycznie :(
Gdy trzeba było uśpić mojego 14-letniego psa, już nawet nie płakałam, tylko po prostu wyłam ..
Byłam przerażona, wszystko zbiegło się w czasie - walka o życie babci, moje dość poważne chorowanie i jeszcze psiak..

Nigdy niczego nie docenił.
Nawet teraz, niedawno, gdy miałam nadzieję, że skoro ma odpowiednią wiedzę, to pomoże chociaż uporać się ze stratą babci, że chociaż raz coś dobrego zrobi, coś naprawi..
Może jego celem było dowalenie mi tak, żebym siedziała i płakała ?
Może tylko o to mu chodziło ?
Chciał sprawdzić jak to jest zniszczyć człowieka i zostawić samego ?

No tak, zapomniałam, przecież jego też skrzywdzono, więc tym samym sam dał sobie prawo do krzywdzenia ludzi .. W sumie kiedyś coś takiego powiedział.

piątek, 10 października 2014

świat nigdy się nie zatrzyma..

Patrząc na to co ostatnio dzieje, mimo, że jestem z boku, czuję ból i rozpacz tych, których teraz dotknęła taka tragedia..
Nie muszę spojrzeć w ich oczy, by wiedzieć co przeżywają..
Nie dlatego, że jestem taka mądra, domyślna i empatyczna.
Nie jestem. Wcale.

Straciłam już parę osób, które były mi bliskie.
Straciłam osobę młodą, 20-paroletnią.
I niestety wiem jak to boli..
Chociaż wolałabym nie wiedzieć. I nie czuć tego potwornego kłucia w środku.
Tego żalu..
Bólu, który rozrywa serce i przeszywa duszę .. Nie pozwala funkcjonować..
Tak, jakby wszystkie narządy wewnętrzne próbowały z rozpaczy przedrzeć się na zewnątrz..
Śmierć człowieka młodego, pełnego życia, mającego setki planów i marzeń wytrąca z równowagi.
Bo jak to ? Jak to możliwe, że odchodzi taka wspaniała osoba, ciągle uśmiechnięta, pomagająca innym, zarażająca optymizmem i wiarą, że wszystko będzie dobrze.
Ciągle mi powtarzał, że wszystko się ułoży, będzie dobrze, bo musi być.
Uczył mnie optymizmu i wiary w świat.
Nauczył..
Nauczył i odszedł.

A ja zostałam. I nie wiedziałam co dalej, bo nie widziałam dalszego sensu niczego. Wszystko było bezsensowne, puste.. Nie rozumiałam dlaczego świat się nie zatrzymał..
Mój świat rozsypał się na miliony kawałeczków i długo go zbierałam.. Siebie też.
Patrzyłam na wschodzące słońce i dziwiłam się, po co ono wstaje.
Gdzieś obok przemykały zmieniające się pory roku, ledwo je dostrzegałam, zresztą i tak było mi to całkowicie obojętne.
Zatrzymałam się.
Miałam 23 lata. Zwolniłam, przewartościowałam swoje poglądy. Zmieniłam się, zdaniem wielu tych, co mnie znali..
Musiałam dorosnąć. Nagle i brutalnie odebrano mi beztroskę.
Dopiero jego śmierć uświadomiła mi jak kruche jest (młode) życie...
I pokazała, co jest w życiu ważne..
Wtedy zrozumiałam, że ciągle za czymś gonimy i w tym szaleńczym pędzie gubimy to, co ważne - siebie..
Dotarły do mnie banalne prawdy, tak proste, ale zarazem tak trudne.

Spadłam na dno rozpaczy i mozolnie się z niego wydostawałam.
Nie byłam sama.
Dziękuję wszystkim, którzy wtedy BYLI.
Byli ze mną, nie pozostawili samej sobie.
Chociaż bywałam niemiła, obojętna, apatyczna, zaryczana zawsze doceniałam to, że jesteście.
Nawet gdy o tym nie mówiłam.

Uczyłam się żyć na nowo.
Bardziej świadomie.
Z ogromnym żalem, bólem, buntem, złością, bezsilność wstawałam co rano.
Wstawałam, bo musiałam.
On chciałby, żebym żyła dalej.
Poza tym miałam dla kogo żyć.
Świat się nie zatrzymał. I nie zatrzyma nigdy.
Dla świata nic się nie stało, ot jedno ludzkie życie mniej..

Wszystko toczy się dalej. Kolejne młode istnienia znikają.
Następne osoby wariują z bólu, zastanawiając się po co to wszystko - po co po nocy wstaje dzień a po zimie nadchodzi wiosna..

Jeszcze nie zobojętniałam na świat.
Jeszcze pęka mi serce, gdy słyszę, że odchodzi ktoś, kto dopiero zaczynał życie..
Trzy nastoletnie życia zgasły po wypadku w moim mieście..
Odeszła młoda aktorka, jedna z niewielu, jakie ceniłam. Jako człowieka.  Za naturalność i przede wszystkim mądrość życiową. Wiele lat temu, jeszcze przed stratą K., przeczytałam gdzieś wywiad z nią. Chyba w poznańskiej gazecie, za czasów jak ona tu mieszkała. Zapamiętałam zdanie "Najważniejsza w życiu jest rodzina"

Każdego dnia rozgrywają się ludzkie dramaty..
Płyną łzy, pękają serca.
Tragedie tych, którzy odchodzą i tych, co zostają ..


"Pod ciemnym światłem gwiazd jak ciężko żyć tym, co ...................... ZOSTALI..."

sobota, 4 października 2014

Malowanie słowem

Ostatnio odpuściłam sobie trochę koncertów, ale tego przegapić nie mogłam. 
I nie miało znaczenia, że nic nie pasuje - dzień, godzina, miejsce czy dojazd. Musiałam tam być i koniec :)
Poprzestawiałam plany, pokombinowałam, przedarłam się przez popołudniowe piątkowe korki.

Lubię słuchać muzyki na żywo. Od zawsze.
Jej głos mnie rozwala. Nie wiem co ona w tym głosie ma, ciężko mi to nazwać. 
Coś niesprecyzowanego, ale cudnego, hipnotyzującego.
Taki głos w dawnym stylu, wywołujący niemy zachwyt. 
Inna przestrzeń, inny świat. 


Jej muzyka jest inna niż to, czego czasem jestem zmuszona słuchać w radiu. 
Coraz bardziej się męczę jak muszę dłużej słuchać tej byle jakiej radiowej papki. 
Odkrywam sobie, sama dla siebie, inny muzyczny świat, szukam inspiracji, grzebię w najróżniejszych muzycznych gatunkach. 
Dziś, gdy mamy internet, nie jest to trudne. 
Szkoda, że tylu utalentowanych muzyków pozostaje niedocenionych, kompletnie nieznanych, a w mediach króluje 'bylejakoś' i totalna tandeta... 

Takie to wszystko kolorowe, głośne, błyszczące, ale ... puste. 

Wczoraj było magicznie..
Klimatycznie..
Nostalgicznie..

 



 

Zdjęć lepszej jakości niestety nie mam. 

Dorota Osińska, bo o niej mowa, rzadko koncertuje w moich okolicach. 
Tym bardziej się cieszę, że udało mi się w końcu dotrzeć, zasłuchać się..

A gdy ona po koncercie wyszła podpisać płyty, porozmawiać, jej mała córeczka czarowała niebieskimi oczami..

Ciekawie by było, móc usłyszeć Dorotę Osińską w poznańskiej operze, akustycznie.. 






czwartek, 2 października 2014

Wieczorne pisanie

Zanim dojdę do tematu właściwego bloga, minie jeszcze mnóstwo czasu.
Podobno nie jest dobrym pomysłem mieszać to, o czym z założenia miał być blog z moimi przemyśleniami.
Lubię być na przekór, więc znając siebie pewnie zmiksuję wszystko w jednym miejscu.


Gdy pojawi się temat właściwy, spróbuję zaprowadzić trochę porządku.
Na razie to piszę sobie, ot tak, wieczorami. Sama dla siebie.
Nie dbając o ład.

Pierwszy raz w życiu cieszę się na nadchodzącą jesień.
Zwykle z ubytkiem słońca ubywało mi energii, a szare, deszczowe dni pozbawiały mnie dobrego humoru. O ile październik jeszcze w miarę znosiłam, to depresyjny listopad stawał się moim najgorszym miesiącem w roku..
Gdy listopadowe poranki niepostrzeżenie zmieniają się w wieczory, znika ochota na spacer, rower, kino czy teatr. Wielokrotnie zastanawiałam się dlaczego listopad tak dołuje..
Parę powodów by się znalazło. Główny jest banalny - wszystko rozpływa się w ciemności..
Świat przestaje zachwycać magią, a zaczyna przerażać ciemnością.
Jak byłam mała, bałam się zasypiać przy zgaszonym świetle, zapalano mi wówczas małą lampkę. I już było przyjemniej. Inaczej, jaśniej, pogodniej, łatwiej.
Do dziś nie lubię schodzić w ciemności do piwnicy.
Nigdy w życiu nie obejrzałam horroru i pewnie tak już pozostanie..
Jak robi się ciemno, mrocznie i upiornie, najchętniej schowałabym głowę pod kołdrę..

W tym roku jesień będzie inna.
Spokojniejsza, zaczytana, przespacerowana. Smutek we mnie powinien zniknąć, rozprysnąć się jak bańka mydlana na wrocławskim rynku.
Chcę odkryć inną jesienną przestrzeń, taką, jakiej jeszcze nie znam.

Tak to sobie wymyśliłam, słuchając muzyki i pisząc w przyćmionym świetle..